XXV Zimowe wejście na Babią Górę - wspomnienie

 

 

 

 

Zawoja to rozciągająca się na długości ponad dziesięciu kilometrów, jedna z najdłuższych wiosek w Polsce. To bardzo atrakcyjnie położona miejscowość Beskidu Żywieckiego. Zabudowania są rozłożone w dolinie rzeki Skawicy, niosącej wody spływające z samej Babiej Góry, wprost do Skawy.. Położenie osady nieopodal majestatycznego wzniesienia tego regionu, które jak magnes przyciąga turystów rządnych wrażeń. To właśnie Babia Góra wyróżnia się tą majestatyczną sylwetką spośród innych wzniesień położonych wokoło niej. Szczytowa kopuła jest tak charakterystyczna, że doskonale można ją zlokalizować z różnych miejsc. Ludzie zdobywają jej szczyt od co najmniej 500 lat, lecz dopiero od XVIII wieku są udokumentowane przez turystów i badaczy wejścia na jej szczyt. Nazywana jest Babią Górą, Wielką Magurą, Królową Beskidów oraz Matką Niepogód. Babia Góra słynie ze wspaniałych widoków i dlatego przynajmniej jeden raz w roku wędruję na jej uroczy grzbiet. Walorami Babiogórskiego Parku Narodowego można się zachwycać przez cały rok - tak zimą jak i latem, są one zawsze niepowtarzalne.

Już w XVI wieku pierwszymi osadnikami w tym regionie byli pasterze wołoscy, którzy w poszukiwaniu nowych terenów wypasowych dotarli tam z okolic Siedmiogrodu. Rejony obecnego Beskidu Żywieckiego były bogate w pastwiska, więc osiedlili się tu na stałe. Pierwsze wzmianki już z 1593 roku dotyczą wsi Skawa, późniejsze, wsi Zawoja. Powstała osada pasterska, która później zaczęła zyskiwać miano miejscowości turystyczno - wypoczynkowej. Dzisiejsza Zawoja jest najczęściej odwiedzaną wsią w Beskidach, zarówno w lecie jak i zimą. W okolicy poprowadzono wiele szlaków biegnących nie tylko na Babią Górę, ale też na inne beskidzkie wzgórza i szczyty. Latem ciekawą atrakcją może być wycieczka na Halę Barankową, gdzie zmęczony turysta dostanie oryginalnego oscypka, a spragniony posmakuje ożywczej żętycy.

Cała Żywiecczyzna słynie z pięknych krajobrazów. Wyniosłe szczyty sąsiadują z malowniczymi dolinkami, które są poprzecinane licznymi potokami. Zwykle w tych uroczych kotlinach ulokowały się miejscowości zachowujące tradycyjną, ludową zabudowę i pielęgnujące żywą góralską kulturę. Górale babiogórscy to grupa etniczna - zamieszkująca północne stoki Babiej Góry - zaliczana do grupy górali beskidzkich.

Na początku XX wieku zaistniały tam silne wpływy mieszkańców podhalańskich osad oraz licznie przybywających turystów. Właściwy im strój ludowy został całkowicie zapomniany. Dopiero niedawno, staraniem Stowarzyszenia Gmin Babiogórskich - odtworzono tradycyjne ubrania, pasujące do kultury pasterzy wołoskich. Obecnie możemy podziwiać te piękne Babiogórskie stroje podczas występów zespołów folklorystycznych - Babiogórcy, Juzyna, Zbyrcok, Zbójnik, Holny czy Ziemia Suska.

Ten region posiada obecnie wiele różnorodnych wyciągów narciarskich, które zimową porą są wielką atrakcją, przy konkurencyjnych cenach. Dla miłośników białego szaleństwa zainwestowano tam w nowoczesne wyciągi, a o utrzymanie stoków dbają operatorzy ratraków oraz liczne armatki śnieżne.

Kolejnym ciekawym szczytem w okolicy, jest Pilsko - 1557 mnpm. Jego północno-zachodnie stoki w sezonie zimowym stają się prawdziwym rajem dla amatorów białego szaleństwa. Liczne wyciągi i trasy zjazdowe spełnią oczekiwania najbardziej wymagających narciarzy.

Będąc w Zawoi warto zwiedzić zabytkową, drewnianą karczmę z podcieniami z 1836 roku. Również ciekawą budowlą jest drewniany kościół parafialny Św. Klemensa Papieża i Męczennika. Znajduje się on w Zawoi Centrum - gdzie został wzniesiony już w latach 1757-59, został gruntownie przebudowany w roku 1888. Jego bryła nawiązuje do wzorów niemieckich i szwajcarskich, toteż różni się znacznie od typowych polskich kościółków drewnianych. Ciekawostką jest konstrukcja sumikowo-lątkowa, wzmocniona żeliwnymi kolumnami. To rozwiązanie pozwoliło na dostępność sporych rozmiarów naw bocznych w świątyni. We wnętrzu można podziwiać polichromię z 1930 roku oraz oryginalny XIX-wieczny ołtarz główny.

Zawoja - Policzne to zabytkowa kapliczka Zbójnicka. Prawdopodobnie pochodzi ona z końca XVII lub z początku XVIII wieku. Jest to kapliczka domkowa, wymurowana z polnego kamienia, otynkowana, nakryta gontowym dachem z cebulastą banią. Otaczają je stare lipy stanowiące pomniki przyrody.
Według tradycji jej fundatorami byli zbójnicy, którzy wznieśli ją jako wotum aby przebłagać za swoje grzechy. W XVIII stuleciu w rejonie Babiej Góry działały znane hałastry zbójnickie - między innymi Józefa Baczyńskiego zwanego Skawickim i Proćpaka z Kamesznicy.
WWW.ZBOJNICKISZLAK.PL
Skansen budownictwa i sztuki góralskiej utworzony przez PTTK na Markowych Rówienkach. Skansenik ten jest często bazą różnego rodzaju imprez kulturalnych, służy jako naturalna scenografia dla występów zespołów regionalnych.

Zawoja Barańcowa - to willa Polskiej Akademii Nauk wraz z Ośrodkiem Edukacyjnym BPN założonym w 1930 roku.

Już w 1906 roku powstało schronisko PTTK na Markowych Szczawinach, obecnie powstał na jego miejscu nowoczesny obiekt turystyczny. Od połowy listopada 2009 roku otwarto nowe schronisko, które znajduje się na wysokości 1180 m n.p.m.
Piękne i nowoczesne schronisko posiada 40 miejsc noclegowych w pokojach 2, 3, 5 i 7 osobowych w cenie od 27 do 45 zł za osobę. Budynek nowego schroniska ma dwie kondygnacje i użytkowe poddasze, posiada jadalnię, z której może korzystać 50 osób, kuchnię turystyczną i suszarnię odzieży. Przystosowany jest do obsługiwania osób niepełnosprawnych. Jest bezpieczny dla środowiska, posiada biologiczną oczyszczalnię ścieków. Charakteryzuje go niskie zapotrzebowanie na energię cieplną. Ciepła woda użytkowa ogrzewana jest przez 12 kolektorów słonecznych. Ogrzewanie budynku wspomaga buforowy zasobnik energii cieplnej.

Dla docierających tu turystów przede wszystkim potrzebna jest gorąca herbatka, niektórzy bywają przemoczeni i zmęczeni - więc to zaciszne, ciepłe schronienie jest tam bardzo potrzebne.

Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK na Markowych Szczawinach - jest najstarszą tego typu placówką w polskich Karpatach, którą otwarto 25 września 1966 r. Inicjatorem i głównym twórcą powstania Muzeum był znany działacz turystyki górskiej Edward Moskała (1926-1995) .

Szlaki prowadzące do schroniska i na szczyty w rejonie Babiej Góry.
-
szlak zielony: z Zawoi Markowej do schroniska PTTK Markowe Szczawiny, około 1,5 godziny, z Przełęczy Brona -1408 m na Małą Babią -1517m około 1 godziny.
-
szlak czerwony: z Markowych Szczawin -schronisko PTTK na szczyt Babiej - Diablak poprzez Przełęcz Brona -1408 mnpm. około 2 godziny.
-
szlak żółty: z Markowych Szczawin od schroniska PTTK - tzw. Perć Akademicka na Diablak - najtrudniejszy szlak, ale i najciekawszy, dla doświadczonyh turystów, zaleca się ruch tylko w górę, a powrót inną trasą.
-
szlak czerwony: z Przełęczy Krowiarki na Diablak poprzez Sokolicę -1367 m npm, Kępę -1521 m npm. i Gówniak -1617 m npm.

 

Turystyka nie tylko przynosi konkretne korzyści społeczno-ekonomiczne mieszkańcom regionu, ale też chroni dobra przyrody i krajobrazu, stanowiące przecież najcenniejszy stymulator lokalnego rozwoju. Walory różnorodnych form turystyki tworzą niepowtarzalny wizerunek małej zawojskiej ojczyzny w Polsce, w Europie oraz w całym świecie.

Beskid Żywiecki to niezwykle ciekawy region położony w Polsce południowej, na granicy województwa śląskiego i małopolskiego. Rozciąga się on pomiędzy górnym biegiem rzeki Soły na zachodzie oraz Orawki i Skawy na wschodzie.
Wraz z Tatrami, Beskidy tworzą najwyższe pasma górskie w polskiej części Karpat. Cały
Beskid Żywiecki, to matecznik górskiej flory i fauny. Najwyższym szczytem jest tu Babia Góra mająca 1725 m npm. Cały jej obszar należy do Babiogórsakiego Parku Narodowego, który od 1977 roku w całości jest rezerwatem biosfery UNESCO. Grzbietem masywu Babiej Góry przebiega Europejski Dział Wodny, oddzielający zlewiska Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. Największą atrakcją turystyczną Parku jest szczyt Babiej Góry - Diablak. Wznosi się kilkaset metrów ponad sąsiednie szczyty i jest doskonałym punktem widokowym Ten najwyższy szczyt polskich Beskidów wyraźnie odróżnia się wśród okolicznych wyniosłości. O jego wyjątkowości decyduje szczególnie krajobraz alpejski z kosodrzewinami i gołoborzami, jak również unikalne bogactwo przyrody. To jedyna w Beskidach góra posiadająca faunę i florę prawie jak alpejskie szczyty. Babia Góra to szczyt na który prowadzi karkołomny szlak - na zdobycie którego trzeba się odpowiednio przygotować, trzeba się zabezpieczyć przed chłodem, deszczem, należy zaopatrzyć się w odpowiednie obuwie, gdyż panuje tu niezwykła zmienność pogody. Potrafi być naprawdę niebezpieczna, szczególnie zimą zapewnia turystom niezapomniane wrażenia. Powstało wiele legend o tym tajemniczym szczycie. Ponoć diabeł już nie mieszka na Diablaku, odkąd odprawiane się tam Msze Św. Podobno przez pierwszy rok czy dwa próbował to znosić i chował się pod kamieniami, zgrzytał zębiskami i wył rozpaczliwie, ale ostatecznie dał za wygraną i wyprowadził się. Dokąd się przeniósł? Czy chodzenie po szczycie jest bezpieczne? Niestety - tego nie wie nikt. Została po nim tylko legendarna nazwa szczytu - Diablak.

Większość uczestników jubileuszowego wyjazdu do Zawoii, wybrała się rankiem czwartego marca zdobywać ten legendarny szczyt. Był to przecież główny punkt imprezy dla członków i sympatyków PTT.
Piękny poranek, prawie czyste niebo - szczyt na wyciągnięcie ręki, a po godzinie....

Pochmurno, padający śnieg, szaro, ponuro po prostu beznadziejna widoczność. Idąc z Zawoi Markowej na Markowe Szczawiny zastanawiam się czy z Brony będzie widać chociaż Małą Babią. No ale to nic. Okazało się, że wcześniejsza odwilż i nocny mróz zamienił podejście w lodowy koszmar. Wszyscy uczestnicy musieli się zmierzyć z silnym oblodzeniem na szlaku. Dochodzimy do schroniska, gdzie czekamy na resztę grupy około osiemdziesięciu śmiałków szczęśliwie tam dotarło. Samo schronisko - no cóż....jak to nowoczesne obiekty, na jadalni białe ściany, ubikacje o naprawdę wysokim standardzie. Dla części turystów, był to jednak koniec wspinaczki. Gościłem pierwszy raz w nowym schronisku, to stare jednak się pamięta, drewniane belki miały swój urok. Była to pierwsza wizyta w jeszcze surowych Markowych i jakoś nie czuło się atmosfery zacisznej koliby. Ceny są tam raczej rozsądne. Nocować też można w wygodnych warunkach, więc obiekt wart polecania. Nieco powyżej GOPR-ówki stoi Muzeum Babiogórskiego Parku Narodowego, gdzie zgromadzono wiele eksponatów i pamiątek związanych z początkami i rozwojem turystyki babiogórskiej oraz powstaniem schroniska na Markowych Szczawinach. Muzeum jest na co dzień zamknięte ale w recepcji schroniska można otrzymać klucz, po zostawieniu w zastaw dowodu tożsamości , obejrzeć ekspozycję. Siedzimy więc w ciepełku, coś jemy, uzupełniamy zapasy ciepłej herbaty....no i ruszamy w drogę. Jeszcze chwila oddechu i żwawo ruszamy na Bronę. Pogoda jakby się poprawiała. Mniej więcej od wysokości 1200 m zaczyna nam świecić słońce. Z Brony niesamowity widok na Królową i morze mgieł w dolinie. To punkt widokowy oraz miejsce uzupełnienia ubioru przed wywiewiskiem za kosodrzewiną. Tradycyjna w takich warunkach sesja foto i ruszamy w stronę Diablaka. Przez około pół godziny przemierzamy pasmo kosodrzewiny - robi się zdecydowanie cieplej. Moje nierozsądne zejście z ubitego traktu w bok - celem zrobienia ciekawego zdjęcia - kończy się wpadką po pas w zasypanej śniegiem kosówce. Na grani jest prawie upalnie, niemalże brak wiatru, znad morza mgieł wystają tylko Pilsko, Polica, Wielka Racza, Mała Fatra i gdzieś tam na południowym horyzoncie delikatny zarys Tatr. Wszystko to można by spokojnie obserwować, gdyby nie przewalające się chmury. Przed samym szczytem zaczyna mocno wiać. Jednak Diablak musi pokazać kto tu rządzi .
Gdy szliśmy grzbietem Babiej Góry kraina wyglądała jak z bajki. Kto pierwszy raz zobaczył jakie cuda może wyczynić wiatr do spółki ze śniegiem i mrozem - zapewnie ponownie wybierze się tam. Nigdzie indziej, nigdy więcej czegoś takiego nie widziałam. Jest tam otwarta przestrzeń a wiatr sobie hula, rzeźbiąc fantastyczne pejzaże. Na kilka minut przed osiągnięciem szczytu Babiej wchodzę na wzniesienie które wydaje się być najwyżej położonym punktem, ale to jeszcze nie był prawdziwy wierzchołek. Ten można rozpoznać po wiatrochronie, pod którym można spokojnie przycupnąć i schronić się przed szalejącym wiatrem. Odpoczynek na Babiej Górze w zimowych warunkach, przy silnym wietrze, jest właściwie niemożliwy. Dobrze, że na szczycie jest ułożony mur z kamieni, przy którym można szukać schronienia przed Orawiakiem. Bardzo zimnym wiatrem, który jest przeciwstawnym odpowiednikiem ciepłego halnego. Można tam spokojnie otworzyć plecak aby się posilić i spokojnie podziwiać okolicę Diablaka. Tutaj znajduje się drogowskaz informujący nas o zdobyciu Babiej Góry o wysokości 1725 mnpm. Na szczycie spotkaliśmy wielu turystów ze Słowacji, też chroniących się pod tym murem.
Widoki były przecudne, na chwilę pokazały się nam Tatry. Nadciągające chmury i mgły to zasłaniały to odsłaniały nam widok. Ziąb był straszny - w plecaku co prawda były suche rękawice i ciepła czapka, ale fotografowanie w rękawicach jest niewygodne, więc wybrałem zdjęcia z ręki i marznięcie. Tuż poniżej wiatrochronu, po Słowackiej stronie szczytu, stoi duży obelisk z wmurowanymi granitowymi tablicami. Poświęcony jest naszemu rodakowi papieżowi Janowi Pawłowi II, a postawiony został w 1996 roku przez Słowaków dla upamiętnienia wielokrotnego pobytu Karola Wojtyły na Babiej Górze.

Więc trochę o tym ciekawym turyście sławnym Papieżu Pielgrzymie.

Jeszcze jako ksiądz Wojtyła, przyjeżdżał " incognito" do swego przyjaciela księdza Mariana Jaworskiego. Późniejszy wyjątkowy Papież właśnie w Zawoi - w ulubionym miejscu wypoczynku, spęzał przez 20 lat urlopy. Sprawował tam równocześnie duszpasterstwo wakacyjne - przez dwa miesiące letnie odprawiał msze święte, prawie codziennie. Zdarzało się, że msze św. odprawiał również w kaplicy, także jako kardynał Wojtyła. Co też mieszkańcy Zawoi szczególnie żywotnie zachowali w pamięci. Często obaj księża wędrowali w góry, z Zawoi na Babią przez Markowe Szczawiny na Krowiarki. Mieli też inne ulubione trasy wycieczek. Często odwiedzali źródełko "U zimnej wody" , które znajduje się przy szlaku turystycznym prowadzącym na Krupową Halę. Wodę z tego źródełka pijał najznamienitszy turysta naszych czasów, wielki miłośnik gór - Papież Jan Paweł II. Jeszcze jako kardynał Karol Wojtyła szedł na swą ostatnią wycieczkę ze Skawicy na Halę Krupową przez Policę na Krowiarki. A było to we wrześniu 1978 roku, tuż przed wyjazdem na konklawe do Rzymu. To właśnie Kardynał Wojtyła - przyczynił się do wybudowania wiatrochronu na Diablaku. W 1986 roku biskup Jaworski relacjonował w Watykanie - wiatrochron jest pokaźnych rozmiarów - więc może się za nim schronić nawet kilkadziesiąt osób jednocześnie. Papież podarował Zawoi obraz Patronki - Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Pamiątkowy prezent umieszczony został w ołtarzu, opatrzony jest odręcznym podpisem Ojca Świętego "Jan Paweł II, 25.III.1986". To kardynał Marian Jaworski towarzyszył umierającemu Papieżowi w ostatnich chwilach życia i udzielił Mu sakramentu namaszczenia chorych.

Obecnie mieszkańcy tego regionu też doceniają osoby zasłużone dla promowania piękna okolic Zawoi. Ostatnio wyróżniony został jako "Honorowy Obywatel Gminy Zawoja" - pan profesor Krzesław Stokłosa. Obecnie mieszkaniec Zawoi....który pewnie mógłby wiele ciekawostek opowiedzieć. Był jednym z aktywnych założycieli Muzeum Turystyki Górskiej PTTK na Markowych Szczawinach.

Czym więc jest ta magiczna góra, że przyciąga tak wybitne osobowości? Co takiego daje zdobycie jej szczytu?

Szczyt Babiej Góry pozwala przy dobrych warunkach podziwiać wspaniałą panoramę beskidzką. Gdy z prawej strony ukazuje się w całej okazałości Mała Babia Góra, to mamy na wprost siebie wielkie Jezioro Orawskie. Patrząc z Babiej w kierunku zachodnim - dostrzegamy Pilsko. Spoglądając na lewo od Pilska ,mamy widok na Małą i Wielką Fatrę oraz Tatry Zachodnie i Wysokie.

Tylko z wierzchołka Babiej - przy bezchmurnym niebie można zobaczyć cały Beskid Śląski, Makowski, Żywiecki, Gorce, Tatry, całe pogórze Słowacji. Szczęśliwcy ponoć, przy wyjątkowej przejrzystości powietrza, to nawet przedmieścia Krakowa rozpoznają.
Krótki pobyt na szczycie, herbata, czekolada i co kto może aby uzupełnić kalorie. Jeszcze tylko grupowa fotka naszej wesołej i zadowolonej z kolejnego wejścia grupy.. Po udokumentowaniu tego jubileuszowego wejścia ruszamy na dół. Czasu było sporo, ale przenikliwy wiatr i zimno doskwierało coraz bardziej, więc trzeba było stamtąd zwiewać. Wiało strasznie chmura przesłoniła szczyt, grań miejscami była wywiana do lodu, ale schodziło się dobrze, choć przy ograniczonej widoczności. Zejście ze szczytu jest nieco trudniejsze i trochę niebezpieczne, gdyż płaskie kamienie nie są tam dobrze umocowane i kiwały się mimo oblodzenia - przy niewielkiej dekoncentracji można było stracić równowagę i ześlizgnąć się w dół. Na szczęście ten fragment szlaku nie jest zbyt długi - zaledwie kilka minut takiego zejścia a potem jest to już śnieżna czapa. Szlak usiany jest wystającymi kamieniami, gdzieniegdzie oznaczają trasę szlaku. Ścieżka ta w pewnym momencie mocno zbliża się do krawędzi urwiska - idąc tędy we mgle, trzeba to mieć na uwadze i baczyć, by nie zrobić tego jednego nierozważnego kroku. Niby urwisko nie jest wielkie, ale za to najeżone jest wystającymi kanciastymi głazami. Szczególnie jest niebezpieczne w porze zimowej. Wiadomo czym może się to skończyć chodzenie po oblodzonych i niestabilnych skałkach! Z tego właśnie miejsca pięknie prezentuje się Akademicka Perć - najtrudniejszy beskidzki szlak wiodący z Markowych Szczawin na szczyt Babiej Góry. Wracając można było podziwiać Małą Babią-1517m, która akurat została odsłonięta. Nad Przełęczą Brona spotykam kilka osób korzystających z ostatnich promieni słońca - oni wraz ze mną wracają....jest za późno na dalszą wspinaczkę. Po około dwóch godzinach doszliśmy znów do schroniska. Robimy krótki odpoczynek na Markowych Szczawinach, gdyż to co nosiłem do tej pory w plecaku, trzeba było wreszcie zjeść. Na szczycie było tak zimno, że tylko chciało się pić. Wdaję się w dyskusję z siedzącymi obok turystami na temat znaczenia nazwy - Babia Góra. Do tej pory znana mi była tylko jedna hipoteza mówiąca, ze nazwa pochodzi od domniemanych spotkań czarownic na jej szczycie w noc Św. Łucji. Okazuje się, że tych podań jest więcej: a to że została usypana przez kobietę wielkoluda, albo że jest kobietą zastygłą -nieprzystępną i łagodną - w oczekiwaniu na swego lubego, wreszcie że słowo baba w języku staropolskim oznaczało coś masywnego, ciężkiego. Chyba jest najbliższe prawdy właśnie to wytłumaczenie, gdyż masyw Babiej rzeczywiście jest ciężki i przysadzisty. Choć rozmowa toczyła się bardzo przyjemnie to jednak konieczność powrotu zmuszała nas do ruszenia dalej. Przemykamy się między drzewami wzdłuż szlaku zielonego, gdzieś w oddali szemrze strumyk a ciszę przerywa tylko monotonny rytmiczny stukot naszych butów. Zejście od schroniska przez las, to też nie lada wyczyn, można było zjeżdżać na czym kto chciał trzeba było się dobrze asekurować, no i uważać na oblodzenie. Szczególnie niebezpieczne są strome odcinki duktów leśnych na zielonym szlaku wiodącym do Zawoi Markowej. Udajemy się asfaltową drogą prowadzącą do Zawoi Wideł, gdzie mamy szanse na złapanie jakiegoś pojazdu. Jest akurat bus więc zadowoleni jedziemy pod Krakowiankę. Po drodze minęliśmy po prawej stronie siedzibę Muzeum Babiogórskiego Parku Narodowego i po raz ostatni mogłem spojrzeć na Babią. Niestety - marcowa aura ma swoje prawa jak poranek był piękny, to wieczorem było pochmurnie.

Tak więc zostało się odświeżyć przed wieczorną kolacją. Była to kolejna wesoła biesiada, która uświetniała jubileuszowe XXV wejście na szczyt Babiej Góry. Bardzo zadowoleni z udziału w naszej imprezie byli - Prezes ZG PTT Włodzimierz Janusik i V-ce Prezes ZG PTT Jerzy "Halny" Krakowski. Goście zobaczyli wcześniej - czyli dnia trzeciego marca prezentację multimedialną pt. "24 lata Zimowego Wejścia na Babią Górę". Było to ciekawe, no i historyczne już podsumowanie wypraw sosnowiczan na Diablak. Prezentację przedstawiał kolega Zbigniew Jaskiernia, założyciel i mentor tej imprezy. Dodatkowo Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Sosnowcu świętował 15 rocznicę reaktywacji na terenie Zagłębia. W związku z tymi jubileuszami przewidziano kilka niespodzianek dla uczestników. Bardzo ciekawym akordem był konkurs wiedzy himalaistycznej, prowadzony przez Janusza Nabrdalika i wiedzy turystycznej, prowadzony przez Zbigniewa Jaskiernię. Dla najlepszych przygotowano nagrody w postaci sprzętu ufundowanego przez firmę "Lhotse" z Sosnowca. W tej rocznicowej imprezie wzięło udział prawie 150 osób, które były zakwaterowane w DW "Krakowianka", DW "Słoneczko" oraz na kwaterach prywatnych w Zawoi Składach. Głównym obiektem imprezy był ośrodek wczasowy Krakowianka, to tam w wieczornym koncercie wystąpił zespół -"Słodki całus od Buby". Można było śpiewać, można było tańczyć, zabawa trwała długo. Dla zgłodniałych, nieco zmęczonych - podano pieczonego prosiaka. Tak więc godnie zostały uczczone jubileusze naszego PTT. Wszystko to w pięknie położonym obiekcie, w pięknym, malowniczym krajobrazie Beskidu, z widokiem na szczyt Babiej Góry. DW "Krakowianka" był w pełni zajęty przez naszą stu siedemnasto osobową grupę turystyczną oddz. PTT Sosnowiec.

W niedzielne przedpołudniowe pakowanie, choć w Zawoi było niedaleko do karczmy, my wracając, odwiedzamy Rzym.

W drodze powrotnej - piątego marca -tradycyjnie wstąpiliśmy na obiad do Karczmy Rzym, jest to niewątpliwie najsłynniejsza atrakcja Suchej Beskidzkiej. Tak czy owak serwuje się tu oryginalnie nazywane specjały, jak Mikstura Szatańska, Diablik Twardowskiego czy Napitek Zbójnicki. Jednak ja wybieram sprawdzony żurek suski.
Ta stara karczma, jest to zabytkowa
drewniana budowla zębowa z dużym czterospadowym, gontowym dachem wysuniętym w formie arkadowego podcienia opartego na słupach. Z centralnie usytuowanej sieni na lewo wchodzi się do restauracji. Wnętrza są drewniane, pięknie ozdobione ręcznie rzeźbione.
Karczma w Suchej powstała najprawdopodobniej w XVIII wieku, w miejscu odbywania się sławnych jarmarków. Nazwą nawiązano do
ballady A. Mickiewicza - Pan Twardowski - który to zaprzedał duszę diabłu... właśnie w Suchej Beskidzkiej.

Mamy tam szczęście spotkać ówczesnego kandydata na Prezydenta RP, Pana Marszałka Komorowskiego. Zamieniamy parę słów o turystyce górskiej, no i dostajemy podpis na naszej rajdowej koszulce. Tak więc cała wyprawa kończy się wspaniałym podsumowaniem, choć na końcowych kilometrach zawodzi nas autokar. Tylko dzięki opanowaniu kierowcy... bezkolizyjnie docieramy pod Dworzec w Sosnowcu.

Taki ogrom wrażeń pewnie wszystkim uczestnikom pozostanie długo w pamięci.

Serdecznie pozdrawiam uczestników,

zapraszam na kolejne eskapady.

Czesław Kluczny.

Jubileuszowe XXV ZWNBG